Wieje wiatr przyjaciel,
rozszumia kompanów – drzewa,
a mnie niesie w odległe krainy, teraz…..
Teraz!
Któremu pozwoliłbym mnie rozsnuć na drobne nitki
jak babiego lata,
i w ciemności zanieść na pola stwardniałych gleb, nad krzewy i latarnie na horyzontach czterech stron,
stąd….
Słyszę!
Owiewa krokwie i kalenicę dachu,
Otwieram okno. Bracie!
Zabierz mnie! Nie zwariowałem, spokój u mnie dziś nad wyraz szczęśliwy
Tak rzadki o wpół do drugiej w nocy,
gdy próbuję domknąć powieki
