Przed północą, cd.

Drugą, a może trzecią noc z rzędu wypełnia mgła.

Na mgłę nikt nie patrzy, chyba, że musi. Bo na przykład jedzie samochodem. Leczy gdyby stanął na parkingu, to też nie patrzyłby na mgłę. Na nią zresztą trudno patrzeć, jeśli już, to szuka się wzrokiem jakichkolwiek kształtów, które by się wyłaniały, ale nie samej mgły. 

Tak i jadąc samochodem kierowca ciągle zastanawia się, czy z białej powłoki powstaje już coś, na przykład cień samochodu albo drzewa albo przeszkody, czy jeszcze nic nie powstaje, a to, co zdaje mu się widzieć, pochodzi tylko z jego wyobraźni…

Te momenty niepewności przeradzają się w ciągłe szukanie, badanie, zastanawianie się. To taka prosta i praktyczna granica poznania. Do odległości, dajmy na to, trzydziestu metrów, można rozpoznać, że coś we mgle istnieje. A od trzydziestego pierwszego metra – już nie. I w zakresie tego jednego metra rozgrywa się spór świadomości człowieka z mgłą. Spór ten rozstrzyga się w każdej sekundzie, i tej samej sekundzie powstaje na nowo.

Inaczej na mgłę patrzy ktoś, kto właśnie odgarnął zasłony skrywające wyjście na mały balkonik, na pierwszym piętrze. Odgarnął i patrzy, bo tego chce. Zrezygnował z telewizji, komputera, internetu, smartfona, na rzecz ciemnego bezruchu za oknem. Mgła zmieniła krajobraz, może dlatego warto popatrzeć. Gęstsza mgła zmienia krajobraz inaczej niż rzadka. Tego nie można do końca przewidzieć, może dlatego mgła jest ciekawa, bo mniej przewidywalna niż program telewizyjny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *