Spokojnie…

…uczę się pracować. To coś nowego. Radość dotychczas wynikała z ekscytacji. Ale z nią (znów kobieta?) dłużej już nie mogę, mnie wykańcza. Z drugiej strony, skoro nie jestem w stanie robić czegoś (sensownie), czego nie lubię, to poszerzam zbiór lubianych stanów. Kolejnym jest spokój. Oczywiście, nierzadko wyrywa się z piersi płomień uniesienia, cóż zrobić. Lecz objawia się i coś innego – zastanawiające zadowolenie z obserwacji, jak sprawy sukcesywnie idą do przodu. Jakby to nie były moje sprawy i jakbym to nie ja je popychał, a w sumie jest obojętne, kto to robi. Nadszedł czas chłodzenia afektu, niech urzekają się nim młodsi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *