Dziś była premiera

Wróciłem do domu z ulgą, zadowoleniem i odprężeniem. Jako pracownik obsługi sceny uczestniczę w próbach, jestem w środku rozwoju sytuacji, akcji. Nie chodzi o akcję spektaklu, ale o samo tworzenie tego, co później będzie oglądał widz. A jest to fascynująca podróż. Ten z was, kto kiedykolwiek przygotowywał np. przedstawienie szkolne, szkolny kabaret albo cokolwiek podobnego wie, że sam proces tworzenia jest dziesięć razy bardziej fascynujący niż oglądanie efektu końcowego.


Neda Neżdana "Kto otworzy drzwi", Ewa Mitoń i Małgorzata Piskorz, reż. W. Śmigasiewicz

Moim problemem jest to, że emocjonalnie wciąga mnie ta praca. Choć tym razem nie miałem wiele do roboty, a jednak – jednoczy mnie z reżyserem, aktorami i resztą pracujących wokół ludzi chęć sukcesu. Stworzenia czegoś niepowtarzalnego, działającego na wyobraźnię widzów, pozostawiającego ślad w postaci wrażenia uczestniczenia w jakimś święcie. Mógłbym to olać, w końcu co mnie obchodzi co napiszą krytycy i jak odbiorą widzowie. Swoją pensję i tak wezmę, moja reputacja nie będzie zagrożona. A jednak dla mnie byłoby to za mało.

Nie mogę napisać tego, co bym chciał, ale też nie byłbym w stanie – zwłaszcza dzisiaj. Jedno wydaje się pewne – istotą rozwoju ludzkiego jest konflikt, sprzeczności, przełamywanie ich oraz siebie. Istotą pracy z Waldemarem Śmigasiewiczem jest poszukiwanie i własny rozwój. Jeśli ma powstać coś sensownego i poruszającego, to wydaje się, że nie da się tego zrobić bez przeżycia przemiany przez samego aktora. To przełamanie prowokuje sam reżyser swoim sposobem bycia, zbliżaniem się i iddalaniem, pozostawianiem w niepewności, wybijaniem z rytmu po to, by później drobną sugestią znów go wprowadzić. Mógłbym więcej pisać, ale przecież nawet nie wiem, na ile to jest słuszne, bo cóż ja wiem o teatrze wobec profesora reżyserii.

Jeszcze jedna rzecz, która wydaje mi się pewna… Cechą rzeczywistości jest niemożność jej określenia do końca. Coś, co jest już jasne i oczywiste nasuwa podejrzenia, że nie jest prawdziwe. W twórczości pozostawienie marginesu nieokreśloności, przypadkowości, daje jej głębię i uwierzytelnia. To dlatego nie lubię zdjęć martwej natury ustawionej w studiu fotograficznym – bo tam wszystko może być i musi być ustawione dokładnie i do końca. Ale już inaczej jest przy zdjęciach człowieka.

Kończę już to filozofowanie. Jeśli chcecie zobaczyć reklamówkę tej sztuki – kliknijcie tutaj. To klip stworzony przeze mnie na potrzeby miejskiego ekranu. Myślę, że choć trochę oddaje nastroju tej sztuki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *