Z wrześniowych Mazur

Dziś wietrzna, deszczowa pogoda. Po euforycznych upałach – coś skłaniającego do zamknięcia się w sobie, uspokojenia, uporządkowania ostatnich wrażeń. Zapach wiatru, szum, nieodwołalnie przypomina mi mazurską pogodę i rozpięte żagle nad głową. Przypomina tę pozorną nudę i pustkę, wypełnioną przez własne myśli, nieznane, bo stłumione, a teraz wyłaniające się z każdym przepłyniętym kilometrem. Bez silnika, bez radia, tylko o sile wiatru lub własnych mięśni. Myśli unoszące się gdzieś nad łódką w mroczne noce, gdy wśród uginających się od wiatru trzcin trzymała nas rzucona wśród nie kotwica. Gdzieś – dalekie, nieznane światła zagród, jak z innych galaktyk.



Wrześniowe Mazury, już puste, smutne, trochę zimne. Gitara, klarnet, harmonijka – by zbliżyć się bardziej do trzcin, drzew, mijanych mostów; drobnych fal na wodzie. By uwolnić duszę. Dźwięki wypuszczane w dal, jak myśli… czy uczucia…

Tęsknię do tamtych chwil, przepływają mi one w taką pogodę, jak dziś.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *