Jeśli noga cię gorszy

– Mamo, jeśli twoja noga gorszy cię, odetnij ją i odrzuć od siebie, lepiej jest dla ciebie wejść do życia niepełnosprawną, niż mając nogę być wrzuconą do do wiecznego ognia.1

– Dziś to pismo wypełniło się w uszach waszych. 2

 

 

1 Mt 8,18
2
Łk 4,21

Katarzyna schodzi w dół

Katarzyna, odkąd przeszła na emeryturę, czeka na natchnienie. Przesiaduje przy stoliku, po którego drugiej stronie gra telewizor. Jednym ruchem kładzie się na łóżku, drugiem ruchem – wstaje. Ma trzy kroki do kuchni i cztery do toalety. Nie chodzi na spacery, zakupy przywożą jej do domu. Gdy musi gdzieś wyjść, samochód czeka na nią przy drzwiach, podwozi pod drugie drzwi, o kilka kroków. Sens życia – bliskie przyjemności, ekran telewizora, jedzenie. Katarzyna jest coraz większa. Coraz trudniej wstaje. Czeka na natchnienie, a przepowiada o szybkiej śmierci. Programy telewizyjne, czasowe znieczulenie.

Jeśli ktoś zakończył w sobie życie, dlaczego mu je przywracać? Sprawy toczą się nieuchronnie, program zapisany w mózgu realizuje swój scenariusz. Tak widocznie musi być. Uparty człowiek, który przez całe życie robił to, co chce, teraz myśli o odejściu.

Wymiana ludzi

Odszedł Jasiu. Miał na imię Jan, ale wszyscy mówili na niego zdrobnieniem. Poczciwy, szczery wyglądał zawsze na młodzieńca. Nawet wtedy, gdy beztrosko opowiadał o dializach. Wygłaszał gorące kazania, poczciwiec, choć wygląda na to, że nie bardzo zdawał sobie sprawę, na czym polega dbałość o zdrowie. Szczególnie kontrola cukrzycy. Widocznie można być świetnym opowiadaczem, ciepłym człowiekiem, z sercem na dłoni, i jednocześnie w ogóle nie dbać o siebie, tak jakby poddanie się diecie i leczeniu wykraczało poza zdolności umysłowe. Dziesiątki, może i setki wskazówek – jak okiełznać ludzką naturę, kształtować charakter – i niemożność powstrzymania siebie od ulubionego, bezgranicznego jedzenia.

Po kilku dziesiątkach lat, w trakcie których zapominasz o upływającym czasie, budzisz się wśród ludzi, których już nie znasz. Ze starych znajomych pozostało niewielu, z niektórymi nie można się  dogadać. Otoczenie wypełniło się synami, wnukami twoich kolegów ze szkoły. „Gdzie jestem?” zastanawiasz się – „jak to, kiedy się stało?”. Ci nowi mówią innym językiem, są jeszcze pełni swojej energii, swojego patrzenia, innego niż twoje.

W polityce – ludzie owładnięci powinnością zmian i ulepszania świata, walką z innowiercami, nakazywaniem innym, jacy powinni być. W internecie wzajemne wytykanie palcami, że ci inni źle robią, wśród głupich przegadywanek, pyskówek.  Jakby nikt nie dostrzegał, że znany nam świat odchodzi, odchodzą nasi towarzysze. Następuje cicha wymiana ludzi, nieuchronna zmiana epoki, wobec której zachowalibyśmy może trochę powagi, milcząc, świadomi sytuacji.

Impotencja

Stefan rzadko czytał ciekawe książki. Nie dlatego, że był literackim ignorantem, ale chyba dlatego, że nie pozostawiały go w spokoju. A Stefan był zbyt wyczerpany codziennością, by serwować sobie niepokój, po pracy, wieczorem, przed snem. Lecz prawdziwszy powód niechęci brał się z aspiracji Stefana. Sam chciał pisać książki i myślał, że jest w stanie pisać je całkiem niezłe, jeśli tylko znalazłby więcej czasu. Czytając dobrą lekturę zdawał sobie jednak sprawę, że inni pisarze są lepsi od niego, co wprowadzało go w niemiły nastrój. Bolało. Dlatego Stefan sięgał po bzdurki, przerzucał je po kilka stron przy różnych okazjach – śniadaniu, w kolejce do dentysty, na przystanku. Znajdował przy tym niedoskonałości stylu, banał fabuły, ubóstwo słownictwa. I myślał, że sam potrafiłby lepiej.

Dlaczego jesteś ze mną?

– Dlaczego jesteś ze mną?
– Ponieważ jesteś, tak myślę, możliwe, że najładniejszą dziewczyną, jaką spotkałem.
– Nie wierzę.
– Przez tyle lat nie wierzysz…

– A nigdy nie spotkałeś tak samo ładnej, albo ładniejszej?
– Wcześniej czy później?
– Wcześniej…
– Możliwe, że spotykałem, ale nie udało mi się z nią dogadać.

– A później?
– Później, jeśli nawet taką spotkałem, to my, ty i ja, byliśmy już o wiele dalej.

Hipoglikemia a upojenie alkoholowe

Efekt hipoglikemii podobny jest do skutków upojenia alkoholowego. Polega na zawężeniu pola widzenia, utracie poczucia równowagi, wrażenie bezsiły, dezorientacji. Wspólne są również efekty afektywne – nadmierna wesołość lub przeciwnie, stan depresyjny, zwolnienie lub przyspieszenie myśli, słowotok lub afazja, rzadziej stupor. Ogólnie rzecz biorąc, w obu przypadkach, chodzi o proces prowadzący w końcowym stadium do utraty świadomości.

Można zadać pytanie, czy hipoglikemii nie można by traktować zamiennie w stosunku do upicia się. Sens takiej zamiany byłby określony m.in. oceną, który z tych dwóch stanów byłby mniej szkodliwy dla zdrowia. Wydaje się, że hipoglikemia nie ma aspektu uzależniającego, w odróżnieniu do alkoholu. Natomiast w obu przypadkach, w stanie krańcowym, mogą pojawić się drgawki.

Podobieństwo obu przypadków przejawia się również w utracie pamięci. Jest ono chwilowe, konkretnie – trwa kilka godzin, z tym, że w razie spadku cukru i utraty świadomości, amnezja ma charakter głębszy, o dłuższym okresie remisji.

W obu przypadkach pacjent doznaje uczucia oderwania od otoczenia (w różnym stopniu), co w okresach o dużym nasileniu aktywności umysłowej może być odczuwane jako odprężenie, uspokojenie, ulga. W przypadku blokady mięśni i drgawek, następuje po nim okres zwiotczenia, przynoszący relaksację na poziomie czysto fizycznym. Nawet, jeśli okupiona jest ona bólem.

Pacjent, po przejściu epizodu, znajduje się często w stanie katharsis, rekompensując poczucie winy żarliwymi postanowieniami, że „już nigdy więcej”. Okres rekonwalescencji może trwać od pięciu dni do miesiąca. Z przypadku hipoglikemii – nawet do trzech miesięcy.

Jeśli zastanawiasz się, czy nie spróbować hipoglikemii, poszukaj w swojej okolicy diabetyka stosującego insulinę. Od udzieli odpowiednich wskazówek.*

* Autor bloga nie bierze odpowiedzialności za poczynania czytelników

abstract

Zatrzymać kotkę?

Kotka domaga się wyjścia. Stoi pod drzwiami do korytarza, miaucze rozdzierająco, skacze do drzwi. Gdy je otworzyć, biegnie do drzwi prowadzących na zewnątrz. Tam, gdzie pada mokry śnieg, tej nocy nie ma mrozu, gdzie ciepła zima, efekt globalnego ocieplenia.

Wypuścić kotkę na zewnątrz, o drugiej w nocy, to całkiem zgodne z jej naturą. A zupełnie niezgodne z instynktem nadopiekuńczym pewnych domowników tego domu, którzy z pewnością zatrzymaliby małe futrzane, przymilne zwierzę w domu. Rzekomo dla jego dobra.

Antek otwiera jej drzwi, pierwsze i drugie. Mała nie zastanawia się, wymyka w ciemną przestrzeń. Antek sam pobiegłby się tam, gdzie ona. Ale zbyt się zasiedział, w zbyt wiele wplątał się obowiązków. Antkowi chce się tyle, że zazdrości kotce. Dlatego wypuszcza ją w ciemną noc, na podwórko, na ogród, na drzewa, dachy, gdziekolwiek będzie chciała popędzić, bo on sam chciałby tak, jak ona, ale czegoś mu nie wystarcza…

Stoi na pierwszym piętrze i patrzy w stronę ogrodu. Sto pięćdziesiąt, może dwieście metrów. Dalej cmentarz i pola. Pola niepodobne do niczego, co spotkać można w mieście. Miasto o drugiej, trzeciej w nocy, jest martwe. Pola zdają się żyć pewnym tajemniczym życiem. Antek nie wie, jak je uzasadnić, udowodnić, ale jest pewien, że ono toczy się w nocy i we dnie, takim samym tempem, napięciem. Tylko miasto usypia na noc.

Ciemność ogrodu, przez którego konary przeświecają dalekie lampy. Kwazary. Głowa pełna szumu, pozostałości wielkiego wybuchu, albo wyścigu dnia, zmieszanego z odrobiną alkoholu. Zwalnia czas, nareszcie zwalnia, jak za dziecięcych lat, gdy czas ciągnął się niemiłosiernie. Tajemnica czasu. Życie zależne od czasu. Nie inaczej. Bez wyboru.

Przestaną rozmawiać

– Może byś narysowała obrazek i umieściła na tablicy klasowej? Potrafisz rysować. Albo kilka fajnych zdjęć. Albo jeden z twoich tekstów.
– Wiesz, jest jeden problem. Jeśli to coś będzie rzeczywiście fajne i nauczyciele zaczną to chwalić, to odsuną się ode mnie ludzie z klasy. Niektórzy nawet przestaną rozmawiać.

Nocą w tramwajach

Dziewczyna w tramwaju, z odkrytą głową i długimi, blond, farbowanymi włosami, opadającymi na sztuczne, krótkie futerko z kapturem, które dłońmi obejmuje z przodu i zaciska, nie zapina. Czarny prawie czarny futrzany płaszczyk kontrastuje z jasnymi włosami, spomiędzy których wychyla się jasna twarz w ciepłym kolorze makeupu, o podkreślonych oczach i brwiach, ze zgrabnym nosem, gładkim, lekko okrągłym czołem i kochającymi oczyma. Zimowe, duże, jasnobrązowe buty na obcasie nawiązują kolorem do włosów. Wychodzą z nich nogawki, zwyczajnych jeansów w kolorze wyblakłej czerni, biegną w górę, a na zagięciu kolan otwierają się duże, oberwane dziury.

Najtrudniej zapamiętać obserwacje. Tam, wtedy, w tramwaju, na skrzyżowaniu ulic przy Poczcie Głównej, na trotuarze przy dworcu, na Placu Nowym, wtedy tam wszystko jest jasne – fascynacja, absurd, niekonsekwentnie ubrana dziewczyna, niby zakochana para, zakochana przez przypadek, spiesząca do domu, zgrabna, jak to w jej wieku, nastolatka, potykająca się na rozjeździe tramwajowym, facet w średnim wieku, brnący wśród tłumu na oślep, któremu wszyscy ustępują z drogi. Tam mógłby opisać każdy szczegół ich ubioru, twarzy, sposób poruszania się, tam widzi przyczynę i cel, rozumie niepewność na twarzach, zamyślenie, pozę, maskę.

Kiedy usiądzie przy kartce papieru, przy klawiaturze, pamięć o tamtych ludziach, szczegółach, najgorsze – o emocjach – znika. Tak, to prawda, była kobieta z futerałem skrzypiec na plecach, ale co z tego? Siedziała taka jedna w czerwonej kurtce, zapatrzona w smartfon, no i co? W zaciszu pokoju, tam, gdzie można by odtworzyć uliczne fascynacje, zaciera się ich ślad.

Stąd najtrudniejsze – jak zatrzymać w sobie cały ten sens, którym tchnie świat na zewnątrz. Jak przypomnieć, przywołać, przeżyć jeszcze, tym razem – z bladą, materią przed sobą, bezduszną, o ile nie wypełnić ją sensem. Poczuciem sensu. Przekonaniem niewątpiącym, niepodważalnym…

 

On wie, że prowadzisz z nim grę. Wie, że gra nie jest złośliwa. Próbujesz go odczytać, trochę sprowokować, ale szanujesz to, co czuje. Widzisz, problem polega na tym, że on nie ma siły. Powyżej pewnego zagęszczenia obowiązków, spraw, drobnych próśb, poleceń, oczekiwań ludzi, którym nie można odmówić (naprawdę, nie masz czego zazdrościć), nie ma siły na luz i spokojny, afirmujący uśmiech, który ci się z pewnością należy. Należy ci się znacznie więcej. Bądź spokojna, zasługujesz.

Inspiracja… poprzez – nie!

Inspiracją mogą być nie tylko mistrzowie, świetni nauczyciele, genialne dzieła, albo sympatyczne dzieła, sukcesy, pomysły i tak dalej… Inspiracją mogą być i źli nauczyciele, pomysły spalone, nawet kicz. Wydaje się niemożliwe, ale to się zdarza, taka inspiracja działa. Poprzez frustrację, zawód, potem determinacją, aż do wściekłości. Że jednak warto się postarać, powalczyć, poszukać.

Ach, kiedy coś komuś się nie uda, choć powinno, choć wiele wskazuje na to, że był skazany na sukces, ach gdy myślisz, jak to jest możliwe?, i o co chodzi, że wyszło tak jak wyszło, że nawet trudno opisać słowami, bo gdyby stworzył ktoś obcy… Ale to przyjaciele, ulubieńcy, więcej – specjaliści w swojej branży nie od dziś; gdyby stworzył to ktoś ci nieznany, to nie miałbyś obiekcji oblać strumieniem zasłużonego kwasu błędy aż nadto widoczne. I niewątpliwe! Ale tym, którzy je popełnili, trudno je przypisać, więc umysł poszukuje jakiejś zewnętrznej przyczyny, usprawiedliwienia, nieszczęśliwego splotu okoliczności niezależnego od mnie, ciebie, od nikogo…

Nieważne. Najważniejsze, że biegniesz do domu przysięgając po drodze, że zabierzesz się za jedną rzecz w życiu, za tę, która ci najbardziej wychodzi, że przeczytasz wszystkie książki, które znajdziesz na ten temat, że pójdziesz na spotkania z ludźmi, którzy się tym zajmują, oglądniesz wszystkie wystawy, przetrząśniesz antykwariaty, nawet że będziesz od dziś się wysypiał i założysz zeszyt dobrych postanowień. Wszystko po to, żeby uniknąć poparzenia własnej skóry, choć przez chwilę być dobrym, być uważnym, skoncentrowanym, pokornym, cichym, przeczuwającym radarem najlepsze wiatry i omijając najgorsze miny… I stworzyć jedną, małą dobrą rzecz – dobrą. Nie musi być genialna, ale – świadoma, nieprzypadkowa, wskazująca, że coś wiem, nad czymś panuję…