Nie wolno!

Nie wolno mi się cieszyć. Jeśli ktoś myśli, że radość nie pozostawia śladów w organizmie, to znaczy, że nie doświadczył niebezpiecznej dla zdrowia ilości. Radość może wyczerpywać ogromnie, wyniszcza organizm, nie pozwala spać, nie pozwala myślom iść według zwykłej drogi. Przyspiesza oddech, bicie serca, jakieś tam inne szkodliwe hormony krążą we krwi. Radość wyniszcza serce.

Krzyśku, miałeś rację, kiedy dwadzieścia lat temu cytowałeś „Mistrza i Małgorzatę”: Jemu należy się spokój. Może mnie się nie należy, ale by się przydał.

Śnieg się trzyma

Śnieg się trzyma mocno. Śnieg w ogrodzie, śnieg na podwórku. Śnieg za oknem się ściele daleko, i jeszcze dalej niż widać, z pewnością. Śnieg na drzewach też, na gałęziach raczej. Śnieg na aucie, śnieg jak lód, odpada płatami. Śnieg na drodze – klną kierowcy, na chodniku – klną dozorcy. A dzieci się śmieją.



Dobranoc

Dzień pełen gonitwy…

Jak dobrze, że gonitwy przynajmniej na spokojnie… Najpierw odkryłem, jakiś czas temu, że na spokojnie można więcej zrobić i mniej się zmęczyć. A od niedawna nawet czasem mi się to udaje.

Teraz próbują pamiętać, że praca sama w sobie nie jest wartością. Jeszcze parę lat i może to do mnie dotrze na dobre.

Czasem miewałem pretensje np. do moich rodziców, że nie nauczyli mnie takich rzeczy. Ale teraz patrzę na upór mojego syna i mogę zrozumieć, że nauczyć mnie było bardzo trudno.

Dobranoc państwu (to cytat, ale skąd, nie pamiętam).

małe radości

Rozwijam działalność publicystyczną. Co mnie średnio cieszy, bo to nie jest pisanie, o jakie by mi chodziło. Ale skoro już wyszło spod palców, to Wam pokażę:

  • Katharsis – o tym, że trzeba inspiracji
  • Anonim prawdę ci powie (o sobie), czyli Mega Taxi ratuje polski honor – komentarz do przypadku dwóch kobiet, które jadąc taksówką zdradziły się, że są pewnej narodowości, i co z tego wynikło, aż do reakcji internautów włącznie
  • Brat Ateista – o tym, że chrześcijaństwo to nie musi być tylko katolicyzm
  • Uwaga! Remont…? – ten tekst jest chyba najbardziej „literacki” z wymienionych, bo występują w nim wykreowane postaci, które gadają, mają nawet swoje życie.
  • Mongoł poszukiwany – też przypomina trochę literaturę – ubarwiony opis nagłego spotkania w centrum wielkiego miasta

Już nie będę wymieniał tekstów, które są czystą krytyką, której się dopuściłem, co gorsza, pod adresem takich, co piszą podobnie jak ja.

Inna radość, to całkiem dobre pianino elektroniczne, które niespodziewanie mogło stanąć w naszym mieszkaniu, przy którym siadam i mielę palcami, które mijam wstając rano, idąc spać wieczorem, i wychodząc do wc w środku nocy. Jego widok mnie cieszy, a jeszcze bardziej cieszy dźwięk oraz myśl, że po miesiącach postu od dotykania klawiatury, byłbym w stanie stworzyć kilka utworów, dłuższych niż ten, który Wam tu załączam, gdyby tylko miał trochę więcej czasu, którego nie będę mieć.

Nos do góry – życie z komputerem

Problem z moim komputerem Mac wygląda na wyjaśniony. Komputerowy Sherlock Holmes, były agent sieci komputerowej w firmie B. tropiący nie działające drukarki sieciowe, znikające zasoby serwerowe, zaplątany w zwoje czteroparowego kabla ethernet piątej kategorii, jednocześnie instruujący sekretarki i księgowe, że klikanie lewym klawiszem myszki różni się od klikania prawym klawiszem myszki, nieugięty i konsekwentny wywiadowca Piotr K. zauważył wieczorem, że jego komputer nie chce usnąć… "Nie chce usnąć wieczorem? Pracoholik?" pomyślał detektyw, który nie daje się maszynom nabierać na takie numery. Wdusił więc i przytrzymał bezlitośnie klawisz "power", by nie dającemu się okiełznać Macowi wydrzeć duszę odciąwszy zasilanie. "To tylko na chwilę, wybaczysz mi, prawda?" szeptał czule oprawca. I jednakowoż, z ledwością wyczekując tych kilka sekund, które instrukcja obsługi bezwarunkowo nakazuje, nacisnął "moc" (ang. "power"), tym razem delikatnym ruchem, drżącym palcem, z dyskretnym, lecz wyczekującym spojrzeniem, ni to od niechcenia, ni to z boku, trochę zezując, trochę patrząc jakby poza siebie…

Poszło, wszystko działa!

Sherlock nie poprzestaje jednak na praktyce, potrzebna mu teoria. Otóż wczorajszego dnia stało się to tak. Beztroski komputerman pracował aż stan baterii doszedł do 0% i zamiast poczekać, aż komputer zamknie się sam z powodu wyczerpania akumulatora, to zamknął laptopa, dając tym samym drugi sygnał do zaśnięcia. Te dwa zdarzenia splotły się jakoś w niewyjaśniony sposób w czeluściach elektroniczno-programowych, co doprowadziło do wyłączania się, jeden po drugim, portów USB, oraz uniemożliwiło zaśniecie maszyny. Przeładowanie systemu, które wykonał użytkownik, nie pomogło, problem zniknął dopiero po wyłączeniu zasilania.

Oczywiście to tylko teoria, ale czym byłby świat bez teorii…

Dzwonią do mnie ludzie…

Szok. Dzwonią do mnie ludzie, przychodzą, z różnymi pytaniami, najróżniejszymi. Zawodowymi, osobistymi i tak dalej. Mówią – jest tak i tak, pytają – no i co ja mam zrobić? Przez długi czas próbowałem coś odpowiadać, dziwnie się czułem, bo spora ich część jakby mnie nie słuchała, albo moje odpowiedzi wzmagały ich zniecierpliwienie. Aż okazało się, że właśnie o to im chodzi. Mam przytaknąć, zrozumieć, współczuć, i mam się nie przejmować, że nie dopuszczają mnie do głosu, bo i tak, jak powiem dwa słowa, to już im wystarczy. Porwą je ze sobą i wycisną z nich co tylko można, do cna, jednocześnie nie przyznając się, być może nawet przed sobą, że coś im te słowa dały…

Dziękuję lekarzom!

Dwudziestego trzeciego lutego w poważnym stanie urazu głowy trafiłem na
Oddział Kliniczny Kliniki Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala
Uniwersyteckiego w Krakowie na ulicy Botanicznej 3.

Chciałbym ogromnie podziękować lekarzom i całemu personelowi, który
zajął się moim przypadkiem. Dzięki Waszej pracy, staraniom i
profesjonalizmowi moje funkcjonowanie wraca dziś do normalności, co jest
powodem szczęścia dla mnie i moich bliskich.

Piotr

PS. Od soboty będę mógł wrócić do pracy 😉

Powołania

Niektórzy wydają się powołani do smutku. Albo do tęsknoty. Spełnianie tego powołania czyni ich pięknymi, w bólu. Może ty, miła dziewczyno, albo ty współczujący chłopcze, uwiedzeni tym czarem chcielibyście ich uwolnić od cierpienia. I może nawet udaje się ich przemienić, zaczynają emanować szczęściem. Cieszycie się, że wam się udało. Ale to na krótko. Środki przestają działać, wbrew  logice, zdrowemu rozsądkowi, wszelkim argumentom i zabiegom – popadają z powrotem w swoje… powołanie.

Albo ludzie powołani do dziwienia się. Zanim jeszcze wyjdą z domu, już się dziwią. Potem, w drodze na przystanek – zachwycają się dwiema spadłymi z drzewa gałązkami, przebiegającym psem, wyjątkowym ułożeniem szronu na trakcji tramwajowej… Wieczorem leżą długo w łóżku nie mogąc usnąć, bo pozostało im jeszcze tyle rzeczy do podziwiania…A przecież dawno już wyrośli z wieku dojrzewania, ba, mają nawet rodziny, dzieci… Można się zastanawiać, jak dają radę pracować, zarabiać pieniądze… A może ktoś za nich spełnia te codzienne, nudne czynności, bo czy można się dziwić np. gotowaniem wody na herbatę…?