Potrzebny

Na przystanek idzie się wzdłuż długiego parkingu. Ciągnie się on równolegle do cmentarnego muru, który jednak od ulicy dzieli wysoka i szeroka skarpa, ze szpalerem wysokich, niemłodych drzew. Mur i długi parking mają coś ze sobą wspólnego. Może to, że i jedno i drugie jest po prostu długie i monotonne. Przestrzeń ta zaczyna się i kończy tym samym – wejściem na cmentarz. Górne wejście jest jednak o wiele wyżej niż dolne, dlatego prowadzą do niego schody, dwie sekcje, przedzielone pośrodku platformą. Przy dolnym wejściu schody nie były potrzebne, dlatego dolną bramą mogą wjeżdżać na teren cmentarza samochody.

Ulica też nie jest szczególna, właśnie ten jej odcinek. To przykład, że niektóre miejsca istnieją tylko po to, by być łącznikiem między czymś a czymś. Zaś same w sobie – zdają się być niczym. Na tym odcinku nie ma nawet kosza na śmieci. Ten odcinek nie istnieje, ponieważ nawet na piechotę przemierza się go myśląc o czymś zupełnie z nim niezwiązanym, na przykład snując plany na przyszłość, albo dokonując podsumowań tego, co już było. W wyobraźni i myślach przechodnie przenoszą się w inne rejony, i nawet można by być wdzięcznym, że na ich drodze jest taka przestrzeń, która nie narzuca się niczym, niczego nie wymaga. Taka przestrzeń zdarza się coraz rzadziej.

W połowie parkingu stoi samochód. Gdyby był jedynym, zwracałby na siebie uwagę, a przestrzeń przestałaby być bezimienna. Ale tak nie jest. Inne samochody zatrzymują się tutaj nie tylko wtedy, gdy dowożą uczestników ostatniej posługi. Te zresztą zdarzają się tu nie tak często. Samochodów jest więcej, ponieważ przy dolnym wejściu na cmentarz ustawiono przystanek autobusowy. Cmentarz jest punktem przesiadkowym, nie mówimy teraz o tym ostatecznym, gdy już ani samochód ani autobus nie jest potrzebny. Na przystanku wsiadają ci, którzy jadą do pracy, do oddalonego o czterdzieści kilometrów miasta.

Samochód, który stoi w połowie parkingu, nie zwraca szczególnej uwagi. Na prowincji czymś zwykłym i powszednim jest zakurzona karoseria, na której nieregularnym wzorem odkładają się przyrdzewiałe plamy. Nawet, gdy w szparach nadwozia i na wycieraczkach odłożyły się już zeszłoroczne liście, które łaskawym zrządzeniem losu przetrwały ostatnią, niezbyt ciężką zimę. Tak tutaj jest, upływ czasu łatwiej mierzyć, gdyż rzadziej przeciwstawia mu się człowiek, próbując zacierać jego ślady. Zeszłoroczne liście czy rdza to dowód, że doświadczyliśmy przeszłości, a tym samym – potwierdzenie naszego istnienia.

Na prowincji istniejemy w o wiele bardziej namacalny sposób. Łatwiej osiągnąć i utrzymać przeświadczenie o sensie, napływające skądś, spokojnie i bez wątpienia. A skąd? To może należałoby sprawdzić… a może nie jest to takie konieczne.

Potrzebny, samochód, kupno

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *