Przywiozłem z wakacji zdjęcia

(Uwaga! Przed czytaniem dalej należy włączyć muzykę, która jest tutaj)

 

Tak, przyznaję się, są ich tysiące, ale głównie dlatego, że fotografowałem też śluby moich przyjaciół. A takich moich prywatnych, robionych dla wewnętrznego, cichego impulsu, jest bardzo niewiele.

Ogólnie rzecz biorąc to nie ma większego znaczenia – zdjęcie jest zdjęciem, naciśnięcie spustu migawki było za każdym razem świadome. A ja potem oglądam każde i podejmuję decyzję, co z nim robić. Nasłuchałem się opowieści w stylu „zrobiłem pięćset zdjęć na wakacjach (zeszłego roku), trzeba by kiedyś je przeglądnąć…”. Kochani, tysiąc pięćset zdjęć robię jednego dnia (jeśli potrzeba tego wymaga) i jednego dnia jestem w stanie je wszystkie przeglądnąć. To nie jest żaden wyczyn, zasługa itp. Po prostu kiedy się podejmie decyzję, że traktuję fotografię poważnie, to jest to czym zwykłym.

Wraz z oglądaniem powracają wspomnienia i emocje. I one mnie uśmiercają, kawałek po kawałku. Mam wrażenie, jakbym z każdym z nich mniej pozostało mojego życia. Im więcej ich, tym mnie mniej…. I za jakiś czas zniknę. Może więc pomyślcie o tym, by powoli się żegnać, przynajmniej tak w myślach….





Czego częścią jestem? W czym uczestniczę? Nie wiem. Mogę się spodziewać, raczej – przeczuwam to, ale nie mam dowodu.

Oglądam zdjęcia zrobione na weselach w te wakacje, nie zamieszczę ich tutaj, zresztą to niewiele by dało, bo wy nie znacie ich historii. Patrzę na twarze ludzi, jedni są młodzi, inni pozmagali się już z kawałkiem ciężkiego życia. Tych młodych nie pytam, ale tych starszych mogę przynajmniej spróbować: czy wiecie w czym uczestniczycie? No powiedzcie…

Walczymy o spełnienie marzeń… Wychodzi to z różnym skutkiem, ale kiedy wreszcie coś z tego wyjdzie, chciałoby się tego usilnie uczepić i już nie puścić. Nawet, jeśli to nie jest do końca to, nie jest doskonałe. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *