Koncert fortepianowy

Kap, kap, kap…

Zagrać muzykę na jednym dźwięku. Biorę taki fortepian, bo jest mi najbliżej. Oczywiście nie mam na myśli prawdziwego fortepianu, gdyż niewiele fortepianów miałem do mojej dyspozycji. Raczej było to okazjonalnie, bo cóż to znaczy fortepian nawet na godzinę dziennie… Biorę więc fortepian sztuczny, albo nawet pianino. W oktawie razkreślnej wybieram jeden dźwięk – tak najprościej. No i zaczynam… Inne klawisze nie istnieją, mogę naciskać tylko ten jeden. I okazuje się, że dźwiękiem z jednego klawisza można opowiedzieć całą historię życia.

A gdybym miał napisać tekst…. na przykład jednym słowem? To za mało. Jak znaleźć literacki odpowiednik jednego klawisza w fortepianie? Może ktoś podpowie…

Próżne myślenie, pozostaje po prostu spać. Może jeszcze piwo, albo jeden rząd okienek czekolady. Tylko po co to? Po nic. Po prostu spać, nic więcej. Na jednym klawiszu gra ktoś, chyba za ścianą, w mieszkaniu obok. A może na zewnątrz, na ulicy, tam gdzie skarpa kończy się asfaltem drogi; lub może po drugiej stronie szosy, tuż za ogrodzeniem, w ogrodzie sąsiada. To niemożliwe? Ale ja słyszę, że gra. Że co, że grudniowej nocy nie ma pianin w ogrodach, a tym bardziej kogoś, kto chciałby na nich zagrać, bez rękawiczek, albo w rękawiczkach z wyciętymi palcami? W moim miasteczku, w co drugim ogródku, ktoś gra na pianinie, jednym klawiszem, lecz każdy – innym. I gdyby posłuchać z daleka, to mimo szumu ciężarówek na miasteczkowej obwodnicy dałoby się usłyszeć mały koncert fortepianowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *