Beniaminowi udało się już zrobić właściwy użytek z nocnika. Niesamowite bo nikt go do tego specjalnie nie namawiał. Tyle, że czasem nietrudno zgadnąć, że syn gotuje się do zrobienia kupki. Zapytaliśmy go przy takiej okazji, czy chce na nocnik, i odpowiedział, że tak. Oczywiście trzeba mu pomóc, nie rozbierze się sam. No i usiadł i zrobił. Następny krok – gdy sam zaczął domagać się nocnika. Nie jest w stanie tego powiedzieć, ale daje znaki i mówi w tonie "domagającym się".
Rozmawiamy z Beniaminem, choć nie rozumiemy żadnego z jego słów. Ale jest w tej rozmowie intonacja, są pytania i odpowiedzi. Bez skrępowania płyną sylaby, całe zdania, nawet złożone. To fantastyczne, a z drugiej strony – jaka bariera nas dzieli, jednych od drugich. Język to trudne narzędzie komunikacji, to jak przeciskanie zwiniętych, zapisanych karteluszków z pokoju do pokoju przez dziurkę od klucza…
Fascynujące jest obserwować, jak mały człowiek poznaje. Wygląda w tym jakby naprawdę pracował. Męczy się, więc potrzebuje spać, ale po półtorej godziny wstaje i znów na nowo, niestrudzenie. Nie znosi się nudzić. Że też mu się tak chce. Mógłby przecież poleżeć na kanapie pół dnia, przecież go nakarmią, przebiorą, opiorą. I później – leżeć znowu.
