Teraz albo nigdy

Łysiejący Zdzisiek stoi przed szpitalnym łóżkiem, tam, gdzie kończą się nogi. Przemawia do śpiącej postaci.

– Zośka, nie spieprz tego. Dostałaś szansę, wyciągnęli cię z mogiły, ustawili nerki, serce, płuca. Ruch należy do ciebie, albo będziesz gnuśnieć w wyrze, albo spróbujesz się z niego wydostać. Zośka, jak wolisz sczeznąć, ja się ciebie pytam, bo i tak byłaś jedną nogą na tamtym świecie. Ja bym cię widział, jak wracasz do domu, ale pytanie, czy chcesz. Czy chcesz jeszcze żyć, ja się ciebie pytam i oświadczam, że wyciągnęli cię z mogiły, doktorzy wyciągnęli, a ja mogę coś dla ciebie zrobić, ale nie zrobię tego, że będę chciał za ciebie żyć. Życie, k…a, to nie zabawa, albo walczysz i jeszcze żyjesz, albo nic nie robisz i zdychasz. A ja zdycham razem z tobą, jeśli ty nic nie zrobisz. Tak więc nie wiem, czy ci wszystko jedno, że rozpieprzę sobie kręgosłup, albo że będę patrzył, jak dogorywasz, ale mam nadzieję, że nie wszystko jedno, że powalczysz i będzie ci się chciało…

– Koniec odwiedzin! – niska kobieta w niebieskim fartuchu zaciąga zieloną zasłonkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *