Ścieżka czasu

Śnieg pada na moją głowę, ramiona, niczym konfetti. Tak samo lekki, nie tak chłodny tym razem. Przymykając oczy czuję go na skroni. Wdech powietrza, mam wrażenie, jakbym mógł policzyć cząsteczki powietrza wpadające mi do nozdrzy.

Gdzie jesteś…

Konieczność podejmowania decyzji… gdy byłem dzieckiem, zdawała się czymś wymarzonym. Teraz mam jej przesyt. Konieczność oczekiwania – na odpływ emocji, na rozwój sytuacji, na przebieg czasu, który wiele wyjaśni. Gdyby tak można skoczyć od razu na koniec świata i zobaczyć, do czego to wszystko doprowadzi. Lecz nie da się. Trzeba przetrwać, przeżyć, przeczekać każdą minutę życia, doświadczyć jej sekunda po sekundzie, z każdą przebiegającą mózg myślą, drgnieniem uczuć… Których nie da się ominąć. Każdym słowem, dotknięciem, uściskiem. To wijąca się wraz z czasem ścieżka, którą przebieg zdarzeń wypala w naszych głowach… Ścieżka, czasem biegnąca lekko, jak bosa dziewczyna po wiosennej łące. Czasem jak te trawy, wypalane, z bólem, pozostawia pogorzelisko.

Czy mnie rozumiesz..?

Unik, zwód, udawanie, ignorowanie – to odruchy obronne. To, co kiedyś u innych doprowadzało mnie do rozpaczy i wściekłości, odzywa się w końcu i u mnie. Przerażające, bo teraz trzeba im wybaczyć, i przyznać, że nie mam prawa ani do potępienia ani do stosowania tych samych metod.

Co dla Ciebie znaczę?

Gdyby tak dobrze zastanowić się nad tym, jakie decyzje należy podjąć, to okaże się, że większość z nich już sama się podjęła. To znaczy podjęliśmy je my sami, dawno temu, tylko że wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy.

A może po prostu, znów… za mało spałem. I świat wydałby się prostszy…

Niedziela popołudnie

W niedzielę, przed godziną trzynastą, wracamy z nabożeństwa. Tak i dzisiaj, tylko że rodzice wrócili pół godziny wcześniej. Zapowiadało się zwykłe niedzielne popołudnie, z którym czasem nie wiadomo, co zrobić. Jak to nie wiadomo? Nic nie robić! Wyłączyć internet, nie odpowiadać na telefony, nie nadrabiać zaległości w pracy, poza pracą itd. Po prostu popatrzeć w oczy dzieciom i żonie.

Nieśmiało pukając wkroczył do nas tata. Czy mogę wyjść z nim? Zastał mnie w trakcie przebierania, marynarka była już na wieszaku, ubierałem właśnie moje ulubione, domowe łachmany. Ach, wytarte spodnie i dziurawe swetry!

Do rzeczy. Tata chciał, żebym przyniósł z nim garnek z wodą. Z wodą? Bo nie ma wody! Ojciec w ciągu tej pół godziny przywiózł już wodę w garnkach. Przywiózł wraz z wiadomością, że "dzisiaj tego nie naprawią". Hm… może stwierdzili, że skoro bez prądu potrafimy żyć parę dni, to bez wody jeden dzień obejdzie. I to jest właśnie postęp.

Uwaga! Wodę w garnkach wozi się samochodem, ale tak, że do tych garnków wkłada się najpierw worki, np. na śmieci, i dopiero leje wodę. Worek potem się zawiązuje i garnek wkłada do auta. No chyba że ktoś ma zamykane baniaki.

W domu to wygląda tak. Do picia i gotowania – woda mineralna z butelek. Do innych robót – woda z garnków. Mycie naczyń oczywiście w miskach. Mycie się – po podgrzaniu wody na gazie. Woda zamiast do zlewu – idzie do pojemników a z nich – do wiadra w ubikacji, żeby spłukiwać. To cały logiczny proces, sprawdzony i działający, co w tej sytuacji daje poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

Z Sarą oglądamy Wielkie konstrukcje na Discovery. Usypiam przy największym moście świata, przez sen czuję, jak córka okrywa mnie kocem i wyłącza telewizor. Czy pocałowała mnie jeszcze? Przyznam, że już nie pamiętam…


Tacy sami

Patrzę na Beniamina i widzę, jak bardzo jest zależny od mamy. Dzisiaj Ioana pojechała na zakupy, ja zostałem z nim. Bawiliśmy się świetnie do momentu, gdy w aparacie fotograficznym pokazałem mu film z matką. Rozpłakał się, łkanie szarpało nim, a ponieważ Ioany nie było w pobliżu, chciał w kółko oglądać ten film.

W takich momentach wiele staje się dla mnie jasne. Olśnienie, oświecenie… Bo pod względem konstrukcji emocjonalnej i emocjonalnych odruchów jestem taki sam jak on. To jest przerażające z jednej strony – dowodzi, jak niewiele się zmieniamy. Kobiety mogą się tu pośmiać – no tak, mężczyźni to duże dzieci. Tak, pozostają dziećmi, o ile nie stawią czoła swoim emocjom i całej reszcie (również kobietom, tak…). Kobiety się rodzą, mężczyźni dopiero stają się mężczyznami. Możemy tylko się uczyć coś robić z naszymi odczuciami i odruchami, ale one są, pozostają, chyba do śmierci… Istotą męskości jest tak kombinować, żeby patrząc w twarz rzeczywistości, zdziałać to, co najlepsze.

Po drugie – czuję solidarność z moim synem, i chociaż jest jeszcze mały, to już widzę jego przyszłość… Drogę podobną do mojej. Ogarnia mnie przemożna chęć, żeby go "uchronić" tym i owym. Ale wiem, że ta chęć nie ma szans realizacji, a nawet gdybym próbował na siłę, to bardziej bym zaszkodził.

Gdy oświeca mnie świadomość tych mechanizmów, to pojawia się… bojaźń. W znaczeniu – że dotykam szczytu góry lodowej, pewnego innego świata, w którym chodzi nie tylko o przedłużanie gatunku, rozród, materialną egzystencję. Bo gdyby tak było, to wystarczyłby zwykły instynkt, jak u zwierząt. Wystarczyłyby "pigułki" na wszystko – stosujesz schemat nr 32457 i otrzymujesz dorosłego syna. Ale tak nie jest, jakby na przekór nam, ludziom kultury Zachodu, którzy chcieliby mieć algorytm na wszystko. I  na wszystko gwarancję (może być np. na trzy lata, później i tak się zmieni na nowy). 

(Nie)Prawdobieństwo na co dzień

Domowe szaleństwo. Ta noga z prawej strony zdjęcia należy najprawdopodobniej do Beniamina. To nie jest pewne, bo trudno prześledzić, co działo się tamtego dnia, a w domu mogły być obecne np. kuzynki. Oprócz daty, którą automatycznie zapisuje aparat, nie wiadomo, kto fotografował. Najprawdopodobniej (to słowo będzie się tu jeszcze powtarzać) zdjęcie zrobiła babcia. Lecz mogła to być każda osoba w domu, gdyż ten efekt powstał najprawdopodobniej przez przypadek, wskutek wyłączenia w aparacie trybu fotografowania z lampą. Najprawdopodobniej osoba fotografująca dostrzegła ów problem i próbowała mimo wszystko uzyskać coś na zdjęciu. Jest mało prawdopodobne, by tak ustawionym aparatem dało się pokazać wszystko, ale to, że widać oczy Sary – to już naprawdę wiele.

Pojęcie prawdopodobieństwa, jak również przez analogię – pojęcie
nieprawdopodobieństwa, kiedyś w fotografii było obecne w dużo większym
natężeniu niż to ma miejsce dzisiaj. Dążymy do tego, aby
wyeliminować przypadkowość, by rzeczywistość stała się przewidywalna. Począwszy od prognozy pogody, skończywszy na szacowaniu zysków w następnej pięciolatce. Dotyczy to również fotografii – chcemy
otrzymywać dokładnie to, co chcemy. Lecz uporządkowanie świata i eliminacja przypadkowości odbija się
negatywnie na kreacji. Im bardziej planuje się stworzenie tego czegoś nowego, tym mniej to coś okazuje się rzeczywiście nowe.

Beniamin

Płakałeś tygodniami, w przerwach między snem i karmieniem. Pamiętam ten pierwszy raz, gdy przebudziłeś się, popatrzyłeś na nas, i zamiast wykrzywić usta w podkówkę, rozciągnąłeś je w szerokim uśmiechu. I choć płakałeś jeszcze przez następne dni, to ten uśmiech ci pozostał. I wydaje mi się, że już zostanie. Gdybym mógł mieć takie życzenie, że kiedy będziesz mnie żegnał, a ja już nie będę mógł ciebie zobaczyć to uśmiechnij się tym samym uśmiechem. Dobrze?

Teraz twoja twarz zdradza każdą twoją myśl, każde wrażenie. I muszą być one wesołe, bo śmiejesz bardzo często. Oprócz uśmiechów widać fascynację tym, co widzisz wokół. I zamyślenie. Gdy siedzisz naprzeciwko okna, wpatrzony w niebo, albo patrzysz gdzieś w dal. Gdy słuchasz muzyki – sam w pokoju. Jesteś często zajęty swoimi myślami. Wiesz, czego chcesz, prosisz o to, walczysz. I mówisz – czasem bez przerwy, nie bacząc na słowa, za to – z pełną intonacją, ze zdziwieniem, zapytaniem, ciekawością.

Złościsz się, a jakże. Nieprzeciętnie, z wrzaskiem przeraźliwym, pełnym żalu. Walczysz, szarpiesz się. Lecz umiesz zrozumieć, można cię przekonać. Przytulasz się wtedy, szloch szarpie twoją pierś, ale coraz wolniej.

W twoich ruchach masz to, co bardzo lubię – szybkość połączoną z łagodnością, zgrabnością i elegancją. Mówiąc krótko i banalnie – jesteś piękny.

Skończyłem artykuł!

Po ponad dwutygodniowej pracy miło mi ogłosić publikację
tekstu o leczeniu ortodontycznym dzieci niepełnosprawnych. Ostatecznie
tekst zamieścił portal mmKrakow.pl
. Trochę jednak o walce z jego zamieszczeniem zamierzam napisać tutaj, w którejś z następnych notek.


Mała Julia, pacjentka Krakowskiej Poradni Stomatologicznej, fot. Piotr

Artykuł można przeczytać również na moim blogu fotograficznym Patrz!.

Ioana

Idę spać… Wchodzę do sypialni, przykrywam Sarę… I wtedy zdaję sobie sprawę, że nie słyszę oddechu Beniamina, który właśnie dziś miał szczepienie. Podchodzę do łóżeczka, on jest odkryty, odkopał się, a głowa – odchylona do tyłu, z otwartymi ustami. Sprawdzam najpierw ręce… są zimne! Oblewa mnie lodowaty pot. Bo gdybyśmy musieli się z nim pożegnać… teraz… Przecież już tyle z nim przeżyliśmy…

Ściskać!

Witaj Piotr!

Marta jest tak zajęta, że powierzyła mnie odpowiedź Tobie. Wiesz, wielu pacjentów…
Na pewno nie będę tak fachowy w słowach i pewnie dołożę coś od siebie, ale może nawet z pożytkiem. Rozmawialiśmy dzisiaj przy śniadaniu i przekazuję Tobie.

Odpowiedź brzmi – ściskać, jak najbardziej. Potrzeba bycia ściskanym tkwi w każdym człowieku, bez względu na to, czy był ściskany czy nie. Co więcej, ci co nie byli, tym bardziej do tego tęsknią później. Ale ponieważ nie byli, więc nie bardzo wiedzą i umieją, jak się do tego zabrać, i jak sprawić, żeby być ściskanym. To rodzi tym większe problemy, bo z jednej strony bardzo tego chcą, a z drugiej – nie wiedzą, jak to zrealizować. Brak wzorców, odruchów, poczucie winy, niskiej wartości – tego, że nie zasługują. Co próbują nadrobić w innych dziedzinach, dowartościować siebie. Niestety, substytut ściskania nie istnieje. Więc próbują siebie przekonać, że im to nie jest potrzebne… No sam widzisz, droga bez wyjścia.

Twoje dzieci, będąc ściskane w dzieciństwie, dadzą sobie radę później! Przede wszystkim łatwiej znajdą, poczują i dogadają się z podobnymi sobie. Mniej będą podatne na uroki "nieściskających", same – bardziej stabilne uczuciowo i zdolne do "ściskania innych".

Myślę, że nie musisz się obawiać. Zresztą, życie zawsze przyniesie coś równie ciekawego, co stresującego, nie martw się na zapas :-)))

Jakbyś pomyślał o jednym wieczorze z "sześcioraczkami" – mam nadzieję, że pamiętasz jeszcze te zestawy z kuflem – to byłoby miło, dokończylibyśmy rozmowę na ten i jeszcze inne tematy 😉

Trzymaj się, i nie daj się złapać (hehe, przy Twojej jeździe to będzie prędzej czy później). Pozdrawiam, Paweł.

Ściskać – nie ściskać…

Droga Marto!

Piszę do Ciebie w zaufaniu, że doradzisz, jak zwykle to bywało. Mając na względzie Twoje doświadczenie rodzinne oraz zawodowe. Chodzi o ściskanie. Wiem, że mnie nie wyśmiejesz, choć to może zabrzmi śmiesznie, ale chciałbym zapytać, czy są jakieś granice w ściskaniu dzieci. Nie chodzi o to, czy mocno, tylko jak często.

Bo widzisz, mam takie dzieci, które aż się proszą o ściskanie. Zaczyna się od samego rana, zanim wstaniemy z łóżka – przychodzi Beniamin. Potem Sara. No i… Potem trochę jeszcze śpimy, a jak się budzimy, to mówimy sobie "dzień dobry" i znowu… Potem ubieranie, śniadanie i tak dalej, no i co jakiś czas… wiesz… A jak wracam z pracy, to rzucają mi się na szyję, no i nie da się uniknąć…

Tak sobie myślę, że mogę im robić krzywdę tym, że im pozwalam. Ja też się nie powstrzymuję zbytnio. Bo jak, dajmy na to, się przyzwyczają? A odzwyczaić się, oj, trudno. A ileż ja będę mógł ich jeszcze ściskać… Albo jak im zabezpieczyć ściskanie na przyszłość…? Jaką mam gwarancję, że ktoś je kiedyś będzie… A jak nie będzie? Albo będzie za mocno?

No i takie mam wątpliwości, gdybyś mogła, odpisz szybko, bo idę zaraz spać, i mógłbym jeszcze dzieci, choć śpią, to przez sen…

Pozdrawiam, Piotr.


Nie pamiętam jej oczu…

Patrzę na moją córkę. Widzę, że nie ma na sobie sweterka, nie ubrała kapci. Ma zimne dłonie i nos, i wcale nie spieszy się, by się ubrać. Nic tylko prowokuje kolejne przeziębienie. Albo wcina chrupki tuż przed obiadem. Wyrywa bratu zabawkę, zamiast najpierw poprosić, a przecież to ona jest starsza i musi być mądrzejsza. Nie słucha wtedy, kiedy najbardziej powinna, ucieka, gdy trzeba zostać.

Myśli o wszystkim tylko nie o tym, co właśnie należy, opóźnia, ociąga, śmieje się z próśb i poleceń. Albo woła bez końca – tatuś, taaatuś! Jemy chleb z szynką, ona chce z miodem. Pijemy herbatę – ona kakao. Prośby, uwagi bez końca – zapnij, zostaw, później, mokry rękaw, siniak, brudne ręce, znów rozpięłaś włosy. Tyle szczegółów z jej ubrania, ciała… Nie pamiętam tylko, kiedy ostatni raz spojrzałem jej w oczy, i jaki był ich wyraz…