Nigdy nie dorośnij

Dzisiaj przez chwilę miałem wrażenie że wiem, dlaczego rodzice czasem nie chcą, żeby ich dzieci dorosły. Moja czteromiesięczna córka jest tak słodka, tak ufna i zależna od nas, że przez chwilę zapragnąłem, żeby to się nigdy nie zmieniło. Wyobraziłem sobie chwile, w którym będzie zamknięta w sobie, będzie się nam sprzeciwiać, działać po swojemu i na przekór.

Czułem to tylko przez chwilę 😉

Kilka słów o życiu z maleństwem

Sara i ja byliśmy dzisiaj w ogrodzie na spacerze. Niosłem ją "na szczupaka" albo "na samolota", zresztą jest pewnie i więcej określeń pozycji, w której podtrzymuje się dziecko podkładając ręce pod jego brzuch. Oglądaliśmy zielone drzewa, naszych braci, a Sara zaznajamiała się z nimi patrząc zatrwożonym i próbującym coś zrozumieć wzrokiem.

Jakieś 10 dni temu zaczęła wydawać z siebie coś więcej niż tylko wrzask, płacz i posapywanie podczas jedzenia. Pierwsze głoski to "g" połączone z "l", a najlepszy dowód na to, że nie są one przypadkowe, to towarzyszący uśmiech oraz możliwość wciągnięcia maleństwa do krótkiej "rozmowy". Zauważyłem przy tym, że zdecydowanie bardziej zachęca ją do "mówienia" nie powtarzanie przez dorosłych w kółko tych samych wyrazów i zniżanie się do jej poziomu poprzez przedrzeźnianie, ale normalne przemawianie do niej.

Ostatnio zaczynamy dokonywać małych prób usamodzielniania jej w spędzaniu czasu. Na jej płacz nie reagujemy błyskawicznie, próbujemy też zainteresować ją kolorowymi przedmiotami. Sara uśmiechnęła się też do lalki! Zabawne.

Dylematy ze zdrowiem to kolejny aspekt zajmowania się dzieckiem. Niestety – alergia widoczna na skórze, przyczyną – coś w pokarmie matki. Zasięganie opinii z różnych źródeł, również lekarskich, daje taką różnorodność porad i diet, że jest to dla mnie nie do pojęcia. Najbardziej zastanawiające jest to, że gdyby zastosować tylko 2-3 z proponowanych diet jednocześnie, to matka zostałaby prawie tylko o chlebie i wodzie. Dzisiaj doszliśmy do wniosku, że jedyne wyjście, to samemu próbować dociec, co jest przyczyną uczulenia.

I jeszcze jeden wniosek na dzisiaj – jeśli macie lekarza, z którym dobrze się dogadujecie, to sznujcie go i utrzymujcie z nim kontakt. Dzisiaj miałem dość gdybania, porad, planów i przypuszczeń, ale za to bez konkretów. Nie znoszę, kiedy ktokolwiek wypowiada się tonem znawcy nie będąc jednocześnie pewnym co do tego, o czym mówi. Również a może tym bardziej lekarz. A to da się niestety rozpoznać.

Szkoda, że z tą małą istotą nie można się porozumieć… Gdy spotyka się ciekawego, dorosłego człowieka, to czasem nie można przestać rozmawiać. A tutaj…

Dzisiaj, przy kompieli, był jednak pewien sukces… Nie mam na myśli dialogu słownego… oczywiście. Ale było coś więcej, oprócz porozumiewania się na drodze płacz-jedzenie, albo płacz-mokro w pielusze. Podczas namydlania i przy kompieli mała przeważnie zanosiła się potężnym płaczem.  Przedwczoraj udało mi się trzymać ją za dłonie, oplotła swoimi paluszkami moje dwa palce, a ja resztę palców zacisnąłem na jej przedramionach. W pewnym momencie zrobiło się cicho… Dzisiaj powtórzyliśmy ten sposób, zresztą tuż przed zanurzeniem w wodzie puściłem na chwilę i na próbę jej rączki, co szybko skończyło się znów nerwowym ich wymachiwaniem i płaczem.

To szczególne odkryć jakąś jeszcze jedną drogę kontaktu. Wiem, że ona mnie czuje, choć pewnie jeszcze nie widzi i z pewnością nie rozpoznaje wzrokiem. Jestem jedną z plam, które wirują wokół.  Może słuch ma więcej do powiedzenia, choć w trakcie wrzasków i ta droga jest wątpliwa. Dotyk, i to ten konkretny, określony. Ona nie lubi na razie, żeby dotykać ot tak sobie jej rąk, nóg czy reszty ciała. Wyczuwa natomiast dotyk, który daje oparcie, który unosi, podtrzymuje. Dlatego tak wyraźnie rozgranicza leżenie w łóżeczku i leżenie na ręce u mamy lub taty. Lubi z nimi chodzić, uspokaja się przy tym trzęsieniu, które następuje nawet podczas niezbyt delikatnego marszu.

Odkryj nowy proszek… zestaw kina domowego… nowy Loreal Paris, Skodę Oktavię. Bzdura.

Odkrywaj ciągle swoje dziecko.

Trudniej bliżej natury

Miewam aspiracje do tego, żeby żyć "bliżej natury". Kiedyś słyszałem o tym, że matki, które nawet mogą karmić piersią niemowlaka, wolą korzystać ze sztucznych pokarmów. Myślałem sobie, że będę żonę namawiał jednak na aplikowanie naturalnego pokarmu.

W zasadzie nie muszę namawiać. Tylko 'bliżej natury" wcale nie oznacza 'łatwiej’. Widzę, jak Ioana skręca się z bólu, kiedy malutkie dziąsła zaciskają się bezlitośnie. Karmienie piersią trwa dłużej, z mniejszymi przerwami pomiędzy kolejnymi 'sesjami’, co oznacza mniej snu, mniej czasu nie tylko dla siebie, ale też na inne konieczne domowe zadania. I oczywiście – karmiąca matka nie powinna jeść wszystkiego, na co miałaby ochotę…

Karmienie piersią to podobno szkoła życia dla niemowlaka. Pokarm nie leje się tak, jak ze smoczka, musi być pracowicie wyssany, oczywiście pod warunkiem, że malcowi i matce uda się tak ułożyć, żeby małe ustom udało się w ogóle chwycić sutek.

Bliżej natury wciąż oznacza – z lepszym końcowym efektem, co wcale nie znaczy – łatwiej.

Spotkałem…

W ostatnim wpisie postawiłem: "mniej niż 12 godzin dzieli mnie od spotkania z nowym członkiem mojej rodziny". Spotkałem… w piątek, o 10:10… pojawił się jednak niespodziewanie, zbliżył się do mnie, niesiony na rękach, choć kiedy go niesiono korytarzem, nie wiedziałem, że to on.

To była ona… W jednej chwili poczułem, że moje wyobrażenia o tej chwili były niewiele warte. Oczywiście, jest zachwyt, ale intelektualna część mojej świadomości mówi, że przeceniam tę istotę… Minie wiele czasu, zanim zjawi się u niej świadomość, własne ja, które będzie mogło wypowiedzieć swoje zdanie. Czy to już człowiek? Czy na razie 'półprodukt’, który poprzez miesiące i długie lata będzie dochodzić do człowieczeństwa…

Dziecko wzbudza najlepsze uczucia, ale głównie poprzez swój bezbronny wygląd, odruchy szukania pokarmu i matki… Poprzez płacz, wobec którego trudno pozostać obojętnym. Ale z drugiej strony chodzi przecież o przyszły kształt człowieka – o to, czy będzie mądry, uczciwy, przyjazny. Czy będzie oddzialał dobro od zła i będzie chciał opowiadać się za tym pierwszym. Czy odnajdzie swoje miejsce wśród innych, spotka miłość, przyjaźń, które dadzą mu siłę, by przekazywać te uczucia innym.

Droga od tego błogiego stanu nieświadomości do samodzielności wydaje się tak długa i skomplikowana, że niemożliwa do przejścia… do przewidzenia – z pewnością. Czy mogę wziąć odpowiedzialność, na ile będę z niej rozliczony…?

Nadmiar uczuć nie musi wcale pomagać. Łatwiej jest dowodzić oddziałem, gdy nie ma w nim bliskich i kochanych. Konsekwencja, sztuka odmawiania, trzeźwa ocena sytuacji – to dopiero zaczyna mi się udawać w stosunku do zwykłych ludzi, a co wobec narcystycznego dziecka?

Na razie niewiele czasu mogę spędzać z maleństwem, ale tęsknię za nim… W nocy podjechałem pod okna szpitala i próbowałem obliczyć, za którymi stoi jej łóżeczko. Wzięła mnie… To dobrze, ponieważ uczucie pomaga znieść harówkę, która, jak mnie wszyscy ostrzegają, czeka. Mam jeszcze kilka dni…

Jakie to szczęście, że są rzeczy, o których nie można opowiedzieć, aby je przekazać. Każdy z nas może je odkryć dla siebie…