Śnieg pamiętam

Przyszedł śnieg, a wraz z nim to uczucie, które pochodzi z pewnością z lat dzieciństwa, ale nie wiem dokładnie, z którego momentu. Nie mam nic wyraźnego, żadnych szczególnych obrazów, słów czy zdarzeń. Tylko to – wraz ze śniegiem nadchodzi coś, jak nowa epoka, choć skryta i nienazwana, ale nikt nie ma wątpliwości, że jest. Patrzę za okno tam, gdzie kiedyś był stromy dach kryty dachówką, dzisiaj otwiera się przestrzeń na ogród, którego wysokie, grube i splątane w konarach drzewa owocowe, takich już nikt nie sadzi, stoją w dwóch rzędach, prowadzących w stronę cmentarnego muru, o którym tylko wiem, że tam jest. W nocy, jak teraz, odrobina światła niesie się przez biel i mam ochotę powiedzieć, że ten widok jest boski. Ale tego nie powiem, nauczono mnie, i słusznie, nie kojarzyć tego słowa z takimi sobie wrażeniami.

Dlaczego ten widok chciałbym objąć i uściskać? Chyba tylko dlatego, że wytrawił się we mnie jak matryca litografu. Nie wybierałem go, nie jest ciekawy ani piękny. Co w nim szczególne to tylko to, że go pamiętam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *