Tkanina

Nasza rzeczywistość jest tkana, drobniutko, powolutku. Albo jak robiona na drutach, z mnóstwa podobnych, prawie takich samych, codziennych ruchów zawijania, przekładania, naciągania. Powstaje coś. Nie jesteśmy pewni, jak to będzie leżeć, czy w ogóle na kogoś spasuje. Mamy nadzieję.

Tkamy nawet teraz, nic nie robiąc i wpatrując się w sufit, na którym nocny zegar wyświetla cyferki, na elektronicznych wyświetlaczach siedmiosegmentowych LED. Między cyframi – te migające kropki, jedno mignięcie, to mgnienie sekundy. Nasze mgnienie.

Przerażający, nieuchronny upływ sekund, kawałków istnienia. Gdy pojawiły się zegary na wieżach miast, ludzie wszczynali przeciw nim krucjaty. O zakładaniu zegarków na rękę mogli myśleć wtedy chyba tylko szaleńcy. Dziś cierpimy z każdą minutą, gdyż boli ich świadomość. Podobnie – gdy nie słyszysz serca, nie dziwisz się, że ono jest w stanie bić już tak długo, i nie czujesz lęku, że wkrótce na pewno się zatrzyma.

Nasza rzeczywistość to też cisza, trwanie po prostu, choć przez chwilę, z myślą, że jestem, jeszcze. Już nawet nie ze zdziwieniem, tylko prostym przyjęciem do wiadomości: jestem. Bez roztrząsania, czy jestem naprawdę, czy tylko śnię, czyli tak mi się wydaje. Ze spokojnym spojrzeniem z ukosa na tych obok – czy są jeszcze, również. Jesteście? Bądźcie. Bądźmy, dopóki będziemy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *